SESJA W SADZIE

…Nareszcie ,,długi weekend’’ oboje czekaliśmy na niego jak na zbawienie…                       1 maja – działka, grill, zimne piwko… Pięknie brzmi? No niestety tylko brzmiało…     Telefon naszego ciut – ciut szalonego Pana Fotografa zmienił całkowicie nasze plany… ,,Zakwitły Jabłonie’’ – powiedział ,,Jedziemy do sadów zrobimy sesje narzeczeńską wśród obielonych kwiatami drzew…’’                                                                            Mnie – jako kobiecie łatwiej było odrzucić grillowe zapachy i pozostawić w lodówce to cudownie schłodzone piwko, ale z moim narzeczonym było troszkę gorzej…  Myśl, że swój jedyny wolny dzień miał poświęcić na ,,zmienianie pozycji pod jakimiś tam drzewkami’’ przyprawiała go o natychmiastowy ból głowy, tym bardziej że dopiero co wrócił ze zgrupowania … O dziwo przekonywanie go do  tego pomysłu nie trwało tak długo… Poszło łatwiej niż myślałam, ale to raczej ze względu na dużą sympatię jaką wzbudził w nim Nasz Pan Fotograf. Co do sesji, no cóż… To trudniejsza i żmudniejsza praca niż nam się wydawało. Spacerowaliśmy, siedzieliśmy, leżeliśmy, piliśmy wodę, trochę się powygłupialiśmy  – ale ile można? Dodatkowo skwar dawał się we znaki… Kilometry spacerów, tysiące różnych pozycji, litry wylanego potu…  Ale teraz, gdy patrzymy na te wszystkie fotografie z czystym sumieniem możemy stwierdzić, że WARTO BYŁO!!!! ( I TO JAK!!!!!!)

Paulina i Michał.

Czytaj dalej