WALEWICE – PLENER ŚLUBNY PAULINA i MICHAŁ

 

…I weź zakładaj na nowo tą kiece, rób makijaż, prasuj koszulę, szukaj spinek do mankietów. A kiedy czas na odrobinę relaksu po tym całym „cudownym wydarzeniu”?
Nie ma!!! Po samych przygotowaniach mieliśmy już dosyć wszystkiego, a gdzie jeszcze sesja zdjęciowa?  Na szczęście tym razem postawiliśmy na pełen luz i bardzo delikatny makijaż. Rozwiane włosy, niedopięta koszula, bez marynarki – No Panie Darku o to nam właśnie chodziło!!! Walewice… a tam mały pałacyk ze schodami jak z bajki o Pięknej i Bestii, park, łąka, jakieś mostki nad rzeczką i…stadnina koni! Plener rodem z dawnych filmów o miłości…Aż pachniało historią…. Może i była ze mnie kiepska Pani Walewska, ale i z mojego męża żaden tam Napoleon…
Ogólnie klimacik przełomu XVIII i XIX wieku bardzo nam przypasował. Było dużo śmiechu i zabawy, niestety takie pozowanie do zdjęć kosztowało nas również sporo energii i około godz. 15 zaczęliśmy opadać z sił, ale to podobno właśnie wtedy najlepiej się z nami pracowało, jak mieliśmy się uśmiechać to się śmialiśmy, jak miało być poważnie to było…
Po prostu każdy już mimo wszystko marzył o powrocie do domu…
A teraz co??? To już koniec???
Nie, to jeszcze nie koniec, bo za każdym razem gdy nuda spowije codzienność albo nad naszym domem zawisną czarne chmury chwycimy za nasz ślubny album i przeniesiemy się do tamtych czasów gdy byliśmy szczęśliwi i  zakochani…a oglądając go z naszymi dziećmi będziemy mieli nadzieję, że zobaczą w nas Tą Panią Walewską i Napoleona, może nawet będą nam tego odrobinę zazdrościć…

…a to właśnie będzie dopiero początek…

                                                     Paulina i Michał